Malownicze fiordy i wysokie góry Norwegii to bezdyskusyjne „must see” każdego turysty. Pozostaje przyklasnąć, pojechać , zobaczyć. Jednak żeby zasmakować norweskiej natury, zachwycić się tym, z czego słynie, nie musimy podążać za wskazówkami przewodników. Bo Norwegia to natura sama w sobie, a turystyka piesza w Norwegii jest na tyle rozwinięta, że nie trudno tu o profesjonalnie oznakowane szlaki. Wszystko to praktycznie na wyciągnięcie ręki…

Na pierwszy, samotny spacer wybrałam się krótko po przyjeździe. Wokół Lindeberg, miejscowości w której przyszło mi wieść moje norweskie życie, aż roi się od pól, łąk i lasów – postanowiłam poszukać idealnej trasy na popołudniowe spacery. Zaledwie kilkaset metrów od domu, po około 5 minutach drogi, znalazłam się na leśnym szlaku z prawdziwego zdarzenia – z charakterystycznym oznakowaniem na drzewach i kamieniach. Nie wiem jakim, skąd i dokąd prowadził, wiem na pewno, że po ponad godzinnym marszu bez świadomości dokąd podążam i bez telefonu (jak zwykle zapomniałam), postanowiłam wrócić. Na szczęście orientację w terenie mam po Tatusiu, więc z tym żadnego problemu nie było. Tak zaczęła się moja przygoda z odkrywaniem lokalnych ciekawostek turystycznych.

leśna ścieżka spacerowa wokół Lindeberg

Leśna ścieżka spacerowa wokół Lindeberg.

Glomma – magia najdłuższej rzeki Norwegii

Kolejnym razem na wycieczkę wybraliśmy się razem. Norweg zaplanował trasę, przygotował prowiant, ja wybrałam opcję all inclusive – proszę zrobić wszystko za mnie, a ja łaskawie będę towarzyszyć (ale to pod warunkiem, że będziesz grzeczny). Tak wiem, zołza ze mnie – nic na to nie poradzę. Na szczęście Norweg ignoruje większość moich fochów, poza tym wie, że uwielbiam takie wypady w nieznane, więc czasem lituje się nade mną i zabiera mnie na taką wyprawę. Pierwsze zaskoczenie – odległość. Gdybym wiedziała, że tak urocze miejsce jest tak blisko, pewnie byłabym tam już dawno. Jechaliśmy autem może 15 minut gdy przed naszymi oczami pojawiła się ona – najdłuższa rzeka Norwegii – Glomma. Wrażenie niesamowite, tym większe, że pogoda dopisała, dzięki czemu najpiękniejsze barwy norweskiego lata przeplatały się ze sobą uwypuklając się wzajemnie. Zapach rozgrzanej słońcem trawy i śpiew ptaków dopełniał całości.

szlak pieszy wzdłuż rzeki Glomma

Szlak pieszy wzdłuż rzeki Glomma

Bingen Lenser

Nad powierzchnią wody piętrzyły się drewniane bale – tak to przynajmniej wyglądało z daleka – tworząc tajemnicze i potężne bryły – coś na kształt ostrosłupa. To pozostałości po zakończonym w 1985 roku rzecznym transporcie drewna. W dosłownym tłumaczeniu są to wysięgniki zęzowe – konstrukcja wypełniona kamieniem i drewnem, wspierana żelaznymi szynami, z górującym nad całością tzw. młotem. Ze strony Internetowej prowadzonej przez miłośników historii „Bingen lenser” (wysięgniki w Bingen) dowiedziałam się, że takich wysięgników jest w sumie 66, a każdy ma powierzchnię 120 m kw. Są one jedynym świadectwem, trwającego przez setki lat i będącego potężnym źródłem norweskiego dochodu, transportu rzecznego drewna. 

Bingen Lenser

Niezwykły widok – wysięgniki w Bingen Lenser

Szlak turystyczny wzdłuż rzeki Glomma

Nad samym brzegiem rzeki znajdują się specjalne ścieżki dla spacerowiczów – skorzystaliśmy z nich z wielką chęcią. Wprawdzie moja chęć była większa, wszak Norweg spacerów dla samego spacerowania nie lubi (cel, musi być cel!), ale i tak było przyjemnie. W oddali wesoła rodzina Norwegów przygotowywała ognisko – zapewne dla uczczenia Nocy Świętojańskiej. Jonsok albo raczej Sankthans (pod takimi nazwami kryje się święto) przypada na dzień 24 czerwca, ale obchodzone jest dzień wcześniej. Najkrótsza noc w roku, początek lata i wakacji – to rzeczywiście dobre powody do hucznego świętowania – co było widać po olbrzymim stosie drewna. Nazwanie go ogniskiem byłoby raczej nieporozumieniem. To po prostu olbrzymie ognicho!

Sankthans - norweskie ognisko

Noc Świętojańska – Sankthans i norweskie ognisko vel OGNICHO

Zabytkowy most i elektrownia w Rånåsfoss

W drodze powrotnej odwiedziliśmy położone nad brzegiem Glommy Rånåsfoss. Niegdyś mała rolnicza wioska powstała przy wybudowanej w 1922 roku elektrowni wodnej, dziś niewiele większe (około 600 mieszkańców) miasteczko. Malowniczo położony nad brzegiem rzeki dworzec kolejowy i zabytkowy most na Glommie to miejsca warte uwagi . 

Most wRånåsfoss (Rånåsfoss bro)

Most wRånåsfoss (Rånåsfoss bro)

Rånåsfoss kraftstasjon

Jednak najważniejszą atrakcją z której miejsce słynie jest wspomniana wcześniej elektrownia wodna. W chwili powstania była jedną z największych i najnowocześniejszych, obecnie jest jednym z ważniejszych zabytków technologii norweskiej.

Elektrownia w Rånåsfoss

Elektrownia w Rånåsfoss (Rånåsfoss kraftstasjon) – widok z góry

Elektrownia w Rånåsfoss (Rånåsfoss kraftstasjon)

Elektrownia w Rånåsfoss (Rånåsfoss kraftstasjon) – widok z dołu

Mieścina jest naprawdę maleńka – z łatwością odnajdziecie wszystkie miejsca – położone są praktycznie obok siebie (będąc nad rzeką od razu dostrzeżecie wszystkie).

Wyjątkowy to był dzień, wyjątkowe miejsca. W drodze powrotnej głowę zaprzątała mi już tylko jedna myśl: gdzie wybiorę się następnym razem. Bo pewność, że się wybiorę i że będzie pięknie już mam. Wystarczy, że wyjdę z domu.