Warning: Creating default object from empty value in /home/polkawnor/domains/polkawnorwegii.pl/public_html/wp-content/plugins/lightbox-plus/classes/filters.class.php on line 117

Warning: Creating default object from empty value in /home/polkawnor/domains/polkawnorwegii.pl/public_html/wp-content/plugins/lightbox-plus/classes/filters.class.php on line 117

Warning: Creating default object from empty value in /home/polkawnor/domains/polkawnorwegii.pl/public_html/wp-content/plugins/lightbox-plus/classes/filters.class.php on line 117

Warning: Creating default object from empty value in /home/polkawnor/domains/polkawnorwegii.pl/public_html/wp-content/plugins/lightbox-plus/classes/filters.class.php on line 117

Tęsknisz? – zapytał mnie na czacie znajomy. Pytanie pozornie proste, okazało się dla mnie nie lada wyzwaniem. Przecież tęsknić wypada. Jaki ze mnie człowiek, obywatel, jaka Polka skoro… No właśnie. Złapałam się na tym, że się zastanawiam…

Nie wiem, czy to kwestia czasu, czy moich własnych – do tęsknoty – predyspozycji, ale w końcu musiałam przyznać, że jakiejś wielkiej tęsknoty nie odczuwam. Za ludźmi – owszem. Jak zwykle zresztą. Taka ze mnie prospołeczna istota, że bez bliskich mi osób, na dłuższą metę funkcjonować nie potrafię. Poza tym, nie tęskniłam wcale. Trochę mnie to dziwiło – spodziewałam się tego, że przynajmniej na początku górę wezmą proste przyzwyczajenia: do polskich smaków, zapachów, otaczającego krajobrazu, ukształtowanych przez wieki tradycji i ludzkich zachowań.

polski krajobraz

Polskę kocham w Norwegii mi dobrze…

Żeby była jasność, znam swoje pochodzenie. Kraj w którym się urodziłam, dorastałam, wykształciłam – moja Ojczyzna – jest i zawsze będzie dla mnie najważniejszy. Czy oznacza to jednak, że nie mogę czuć się dobrze poza jego granicami? Nie mogę dostrzegać plusów życia w innym kraju? Do niedawna wydawało mi się, że mogę, dlatego mówiłam o tym otwarcie i głośno. Jednak dla wielu Polaków żyjących w Norwegii taka postawa jest co najmniej dziwna. „Już nie gadaj, że ci tu dobrze. Przejdzie ci, zobaczysz!” – słyszałam coraz częściej. Powoli przestało mnie dziwić zaskoczenie rodaków, moim – nad Norwegią – zachwytem. Zdążyłam zauważyć, że oficjalnie wolno okazywać tylko tęsknotę. „Nie ma to jak polski bigosik”, „polskiej życzliwości tu, w Norwegii nie uświadczysz”, „ach, te polskie krajobrazy…” – te zdania padają najczęściej. I pewnie jest w nich sporo racji, ale zastanawiam się czasem, czy tego „polskiego” bigosiku nie da się ugotować na norweskiej ziemi? Dlaczego Polakom mieszkającym w Norwegii doskwiera brak „polskiej życzliwości” mimo, że są najliczniejszą grupą imigrantów (jest ich tu ponad 100 tysięcy)? Większość z nich mieszka razem, w domkach wielorodzinnych, albo blisko siebie, dzięki czemu z innymi Polakami, a co za tym idzie z polską życzliwością, powinni mieć styczność na co dzień. Krajobrazów chyba nie trzeba komentować. Owszem, polskie są jedyne w swoim rodzaju, ale i norweskie są niepowtarzalne i niezwykłe zarazem. Jako była mieszkanka jednego z najpiękniejszych, polskich zakątków – Warmii i Mazur – wiem co piszę. To właśnie stojąc na krawędzi fiordu zabrakło mi słów (chyba po raz pierwszy w życiu), a z oczu popłynęły łzy wzruszenia. Widok nie do opisania. I tak trwałam w tym zastanawianiu się nad brakiem uczucia tęsknoty. Może ci z wieloletnim stażem mieszkania w Norwegii naprawdę mają rację…

Teraz Polska!

maki

Po ponad miesiącu wybrałam się do kraju. Tak, wiem, długo nie wytrzymałam. Głównym powodem byli oczywiście ludzie. Na początek lądowanie w stolicy. Potem Kraków – urodziny Franka – syna mego chrzestnego, w końcu Mazury – dom mój rodzinny, odwiedziny w Majątku Galiny – u najlepszego pracodawcy pod słońcem! Gdzieś pod koniec Kujawy – rodzinne me strony. Zwieńczeniem podróży będzie Gdańsk – z którego wylatuję w piątek, z powrotem, do Norwegii. I to wszystko w tydzień! Spotkałam prawie wszystkich „ważnych”, uświadomiłam sobie także czym Norwegia urzekła mnie na samym początku.

Norweskie drogi – wolniej, spokojniej, bezpieczniej…

polskie drogi

Już pierwsza przeprawa autem przez warszawskie ulice zasługuje na miano solidnego argumentu. Za szybko, zbyt agresywnie, z towarzyszącymi jeździe dźwiękami krzyków i klaksonów – to najkrótsze podsumowanie przejazdu przez stolicę. Przyjaciółka prowadząca auto nieźle się musiała nagimnastykować, żeby nie wjechać komuś w zderzak, jednocześnie broniąc swojego. Rozumiem, że w Norwegii mieszkańców jest mniej, tym samym mniej aut jeździ po ulicach, ale właśnie dzięki temu jeździ się milej, bezpieczniej. Mimo, że byłam świadkiem przeróżnych drogowych sytuacji, krzyku i klaksonów jeszcze nie słyszałam. Owszem, mogą drażnić większe niż w Polsce ograniczenia prędkości, przerażają także srogie kary za jej przekraczanie, ale taka kolej rzeczy. Coś za coś.

Czyściej i ciszej…

To, że w Norwegii z wielką dbałością segregują odpady – zaskakuje. I cieszy, bo człowiek ma świadomość, że to wszystko jest po coś. Jednak o wiele bardziej zaskoczyła mnie liczba osób sprzątająca odchody po swych pupilach. W zasadzie nie widziałam kogoś, kto by tego nie robił. A piesków dużo, oj bardzo dużo. Poza tym możliwość biegania boso po osiedlowych trawnikach – bezcenna. Tego w mojej kochanej Polsce doczekać się niestety nie mogłam. Niby taka ważka sprawa, ale „zaminowane” psimi odchodami trawniki, zawsze mnie smuciły. Bardzo.

Życzliwi inaczej…

Polacy słyną z życzliwości – to z pozoru zupełne przeciwieństwo Norwegów. Jesteśmy otwarci na innych, chętnie pomagamy, często bywamy wręcz zbyt uprzejmi, chcąc kogoś uszczęśliwić na siłę. Taka natura. Zastanawiam się czasem jakim cudem tak często trafiam na nieuprzejme ekspedientki w polskich sklepach. Widać taki mój pech. I mimo, że należę (podobno) do tych sympatycznych i pogodnych, od czasu do czasu napotykam na taką niewrażliwą na uśmiech i ciepłe słowo osobę. Rozumiem, że pani może mieć gorszy dzień, być może nie zarabia dużo, pracę ma ciężką i w ogóle nie ma w tym względzie wielu powodów do radości, ale czy ja jestem temu winna? I tu znowu norweska rzeczywistość nastraja pozytywnie. Norwedzy są po prostu mili. Taki „uprzejmościowy constans”. Nie są zanadto wylewni, „życzliwi” za wszelką cenę, nie biegną pomagać, gdy tylko skiniemy na nich ręką, ale nie można zarzucić im, że są dla nas nieuprzejmi. Od ekspedientki w sklepie możesz spodziewać się – w najgorszym wypadku – obojętności, na pewno nie wrogiego nastawienia. Mała rzecz a cieszy…

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma…

optymizm

Norwegia postrzegana przez Polaków przez pryzmat bariery językowej, wysokich kosztów życia i niechęci ze strony niektórych ugrupowań politycznych (tym samym części społeczeństwa norweskiego) faktycznie wydaje się krajem nieprzyjemnym do życia. Pewnie nie raz jeszcze osobiście się o jej wadach przekonam. Jednak czy w Polsce jest tak idealnie? Czy będąc Polką z krwi i kości nie mam prawa do tego, by powiedzieć/napisać wprost, że co mnie w Ojczyźnie martwi, a co podoba mi się w innych krajach? Piszę te słowa w jednym z polskich miast, gdzieś na Kujawach. Jest wieczór. Przez lekko uchylone okno dobiega mnie dźwięk tłuczonego szkła okraszony tą piękną polszczyzną, której nawet cytować nie wypada. Co i rusz słychać charakterystyczny, metaliczny huk – prawdopodobnie uderzenie otwieranej lub zamykanej klapy śmietnika – o tej porze najczęściej bezdomni przeszukują przydomowe kontenery. Tak, moja kochana Polska ma różne oblicza. Podobnie jak Norwegia. Cieszę się, że mój życiowy optymizm pozwala mi dostrzegać plusy nawet tam, gdzie inni ich nie widzą.