To już rok? Jak to? Kiedy? – mnóstwo podobnych pytań cisnęło mi się do głowy, gdy uświadomiłam sobie, że pierwszy rok w Norwegii upłynął jakiś dwa miesiące wcześniej. Niby nie długo, niby nic wielkiego, nie zmienia to faktu, że minęło znacznie szybciej, niż się tego spodziewałam. Bilans? Nie poraża, ale jednak coś się w ciągu tego roku wydarzyło…

Pierwszy rok w Norwegii

Pierwszy rok w Norwegii za nami. Nie byfi to łatwy czas, ale na pewno nie najtrudniejszy.

Pierwszy rok w Norwegii – zyski

W tym wpisie nie będę zamęczać, więc po krótce: dwa kursy języka norweskiego i egzamin Norskprøve 3 za mną, Młody w miarę ogarnięty w Jego nowej, norweskiej rzeczywistości w szkole radzi sobie dobrze, na koszykarskim boisku – znakomicie, godziny spędzone w norweskich urzędach również przyniosły zamierzony efekt – w zasadzie nie ma formalności, której byśmy nie dopełnili. Owszem walczę teraz o potwierdzenie odpowiedzialności rodzicielskiej, ale sprawa jest w trakcie, poza tym nadaje się na dłuuugi wpis o opieszałości norweskich urzędników. Jednak chyba najważniejszym wydarzeniem mijającego roku było znalezienie pracy w pełnym wymiarze czasowym. I mimo, że nie jest to praca marzeń (nazwijmy rzecz po imieniu, jestem w zasadzie najniższą formą zawodowego życia – pracuję na magazynie) to i tak jestem z niej zadowolona. Dlaczego? Ponieważ sama sobie tę pracę „wychodziłam”. Poza tym jak na norweskie warunki mam bardzo blisko do pracy (zaledwie 7 minut jazy), świetnych współpracowników, a i wypłaty niczego sobie.

To już rok? To aż rok! Straty…

Ciągle te same… Rodzina i przyjaciele to strata której nie wynagrodzi nic. Przynajmniej w moim odczuciu. W tej kwestii nie ma się co łudzić. Na szczęście są tu w Norwegii sieci telefoniczne, które mają atrakcyjną ofertę dla osób dzwoniących regularnie za granicę (Talkmore, MyCall), ceny lotów nie przyprawiają o zawał serca jeżeli tylko zamówimy bilety z odpowiednim wyprzedzeniem… Innymi słowy da się. Prawda jest jednak taka, że nie za wszelką cenę. Gdyby nie fakt, że mnie z Norwegią łączy coś więcej niż praca i pasja jaką jest podróżowanie, nauka języka, poznawania nowego, zapewne trzy razy zastanowiłabym się nad decyzją o powrocie. Bo tęsknota należy do tych uczuć, które z czasem rosną w siłę. Niestety, nie odwrotnie.