Nareszcie! Certyfikat poświadczający ukończenie kursu języka norweskiego leży na stole, pierwszą „rozmowę” (czytaj dukanie) w nowo poznanym języku, mam już za sobą. Jednak zanim do tego doszło, wcale nie było łatwo. Już sam wybór szkoły okazał się trudnym zadaniem…

Pierwszy dialog po norwesku zapamiętam do końca życia. Po pierwsze dlatego, że kosztował mnie mnóstwo nerwów, po drugie dlatego, że zakwasy na rękach mam po nim do dziś. Dokładnie tak – zakwasy! Ile się namachałam, nawyginałam – wiem tylko ja i niczemu niewinny chłopak, na którego trafiło. Na szczęście był równie sympatyczny co wyrozumiały, co więcej – uparcie nie chciał przejść na angielski, twierdząc, że świetnie mi idzie. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że po prostu chciał być miły, ale to akurat najmniej ważne. Efekt osiągnął. Ja dukałam, a on cierpliwie słuchał. Na koniec nie chciał uwierzyć, że jestem w Norwegii od dwóch miesięcy, a kurs trwał zaledwie dwa tygodnie. :)

Jaką szkołę języka norweskiego wybrać? Jaki rodzaj kursu?

najpopularniejsze podręczniki do nauki norweskiego

przykłady najpopularniejszych podręczników do nauki języka norweskiego

Łatwo pisać z perspektywy czasu. Prawda jest jednak taka, że zanim zaczęłam kurs, spędziłam ponad dwa miesiące na wybraniu właściwego. Po prostu nie wiedziałam od czego zacząć, a skoro już miałam wydać całkiem spore pieniądze na kurs właśnie, to chciałam wybrać jak najlepszy. Niestety Polacy nie mają prawa do bezpłatnej nauki języka, dlatego decyzja czy, za ile i gdzie chcemy się uczyć, zależy tylko i wyłącznie od nas. Oczywiście przymusu nie mamy również, ale prawda jest taka, że bez norweskiego ni rusz – zarówno w kwestiach zawodowych jak i przy ubieganiu się o obywatelstwo. I tak powoli zapoznawałam się z tematem. Setki ofert, mnóstwo szkół, rodzai kursów jeszcze więcej… Wszędzie chwalą się referencjami, gwarantują, że nauczysz się szybciej, niż jest to rzeczywiście możliwe, na dodatek bez większego wysiłku. Oczywiście większość z tych obietnic to kłamstwa i chwyty marketingowe z gatunku tych poniżej pasa.

Na co zatem warto zwrócić uwagę wybierając kurs języka norweskiego? Przede wszystkim na opinię innych, najlepiej znajomych. 

Poza tym na kilka dodatkowych kwestii:

  • sprawdź, czy dana szkoła ma zezwolenie Krajowej Agencji ds. Kształcenia Ustawicznego, działającej w ramach Ministerstwa Edukacji zwanej w skrócie VOX. Na stronie internetowej instytucji znajduje się lista szkół posiadających właściwe certyfikaty. Z pozoru zwykły papier podnosi rangę szkoły, poza tym będziecie mieli świadomość, że uczą dobrze. W praktyce oznacza to również, że kursy języka norweskiego prowadzone w szkole certyfikowanej przez VOX są lepiej postrzegane przez potencjalnych pracodawców.
  • skontaktuj się z gminą w której mieszkasz. Na pewno pomogą. Mi na przykład przesłali kilka informacji na temat polecanych przez nich kursów norweskiego.
  • zacznij uczyć się sam, w domu. Dla mnie okazało się to zbawienne i zdecydowanie ułatwiło mi odnalezienie się na pierwszych lekcjach w szkole językowej. W zasadzie w większości szkół liczą się tylko dwa podręczniki do nauki norweskiego: Ny i Norge i På Vei. W obu przypadkach zestaw składa się z podręcznika i ćwiczeń oraz płyt (opcjonalnie). Ponieważ książki są w Norwegii bardzo drogie (za zestaw På Vei – bez płyt – musimy zapłacić 790 kr, za Ny i Norge podobnie) ja kupiłam tylko ćwiczenia (dokładnie 325 kr), książkę wypożyczyłam z biblioteki. Miałam to szczęście, że dołączono do niej komplet płyt (te kosztują minimum 250 kr). I tak zaoszczędzając sporo pieniędzy, w około trzy tygodnie przerobiłam sama poziom podstawowy A1. Oczywiście nie obyło się bez korzystania z Internetu – szczególnie w przypadku nauki wymowy. Poza tym wydawcy obu podręczników mają ciekawe strony z ćwiczeniami – warto i tam zajrzeć.
  • kup, wypożycz, zdobądź słownik. Czy w postaci aplikacji na telefonie czy w tradycyjnej wersji papierowej – bez niego się po prostu nie da.

Wybór padł na Language Power International AS…

szkoła językowa Language Power International AS w Oslo

szkoła językowa Language Power International AS w Oslo a właściwie fragment bramy wejściowej budynku w którym się mieści i ulicy Dronningens

Nie sugeruj się pierwszym wrażeniem – powtarzałam sobie przekraczając szkolne progi. Łatwiej było powiedzieć niż zrobić, szczególnie, że z konta ubyło prawie trzy tysiące złotych (za dwutygodniowy kurs!), a to, co zobaczyłam było dalekie od wyobrażeń. Ze szkół językowych w Polsce zapamiętałam raczej nowoczesne pomieszczenia, wyposażone w komputery, rzutniki i wszystko to, co sprawiało wrażenie. Pewnie dlatego od prywatnej szkoły językowej położonej w samym centrum Oslo oczekiwałam więcej. Tymczasem przekraczając bramę budynku w którym mieściła się szkoła, poczułam się co najmniej nieswojo. Niby brama jak brama, ale miałam wrażenie, jakbym przenosiła się w czasie i przestrzeni… Przed kilkoma minutami wysiadłam z nowoczesnego pociągu na jeszcze bardziej nowoczesnej stacji Oslo Sentralstasjon, mijałam ekskluzywne butiki i kawiarnie, tymczasem nawigacja uparcie nakazywała mi skręcić w prawo i przejść przez wąską bramę.

Oslo, plac przy Dronningensgt 23

Oslo, plac przy Dronningensgt 23

Na niewielkim placyku, zewsząd otoczonym przez budynki, stało kilka aut. Była tam jeszcze restauracja serwująca śniadania. Możliwe, że w ofercie miała też inne posiłki, nazwa jednak wskazywała tylko i wyłącznie na śniadania. „Że też ludziom chce się jeść w takich okolicznościach” – pomyślałam patrząc na sporą liczbę osób siedzącą na restauracyjnym tarasie.

Oslo, Language Power International AS_parter budynku

Oslo, Language Power International AS_parter budynku

W ciasnej windzie, w drodze na siódme piętro po raz pierwszy pomyślałam: „A co, jeżeli źle wybrałam?” Na myśli się jednak skończyło. Przelew wykonany, wchodzę – pomyślałam i chwyciłam za klamkę. Po przekroczeniu szkolnych progów zwątpiłam jeszcze bardziej. Dlaczego? O tym napiszę kolejnym razem. Za długo na jeden, blogowy wpis :)